Ten, w którym mówię o zaczynaniu

Najtrudniej jest zacząć. 

To zdanie zdaje się jakby prześladować każdego, kto myśli o przekroczeniu swoich barier, stworzeniu czegoś kreatywnego albo pójściu na siłownię.
Prześladuje nas wszystkich, ale co tak naprawdę znaczy?
Czy jeśli już zacznę, każdy kolejny raz będzie coraz prostszy?

Przekonajmy się.

Dopiero się poznajemy, więc musisz wiedzieć, że hipokryzja to mój chleb powszedni, a dyskutowanie na tematy o których nie mam zielonego pojęcia należy do moich pasji.
Co prawda posiadając taki zestaw cech zostaje się politykiem, a nie blogerem, ale dlaczego nie?
Postanowiłam zacząć, pozostawić po sobie mój pierwszy ślad.
Tutaj, na stronie, której prawdopodobnie nikt nigdy nie odwiedzi.
Pozwól jednak, że dalej będę się łudzić, że ktokolwiek zechce przeczytać słowa, które właśnie piszę.

Jak to więc jest z tym zaczynaniem?
Mam wrażenie, że to, czego ludzie boją się najbardziej to ustawienie się na starcie. Przed nimi cały, wycieńczający ciało i umysł maraton, po drodze może stać się naprawdę wiele, ale oni po prostu boją się zacząć.
Mają mnóstwo wymówek i przerażających wizji, straszniejszych niż gdyby wymyślił je sam Stephen King.

"A co jeśli mi się nie uda?"
"A co jeśli po spełnieniu mojego marzenia okaże się, że to jednak nie to?"
"A co jeśli zacznę, a nagle pojawi się wielka tarantula i zniszczy pół miasta?"

Jeśli się nie uda, wyciągniesz z tego wnioski i będziesz próbować dalej bogatszy o nowe doświadczenia. Jeśli podczas biegu w maratonie po 200 metrach stwierdzisz, że masz zadyszkę, być może uświadomisz sobie, że zamiast oglądać kolejny sezon Gry o Tron mogłeś wcześniej zabrać się za jakieś tam treningi.
Jeśli po spełnieniu marzenia uświadomisz sobie, że to jednak nie był twój życiowy cel, tak jak powyżej, będziesz bogatszy o nowe doświadczenia, nikt nie będzie zmuszał cię do robienia jednej rzeczy do końca życia.
Jeśli w mieście pojawi się wielka tarantula, musisz koniecznie dać mi znać, to dość niecodzienny widok.

Na podstawie mojego dosyć wątpliwego poczucia humoru starałam się przekazać Ci, że każde z tych zdań jest tak samo irracjonalne, choć nie widać tego na pierwszy rzut oka.
Można to zobaczyć dopiero z pewnej perspektywy.
Być może w dzieciństwie bałeś się potwora stojącego w rogu pokoju, a rano okazało się, że to tylko ubrania na krześle przybrały nieregularny kształt, a resztę dopełniła wyobraźnia. Z perspektywy osoby dorosłej lęk przed potworami jest czymś wręcz zabawnym (choć sama znam dorosłych, którzy wciąż uparcie w nie wierzą). Tak więc, gdy zdobędziesz się na odwagę, by pójść na przód, być może twoje początkowe lęki okażą się czymś równie zabawnym. Zapewne, gdy kiedyś wrócisz do nich myślami i przypomnisz sobie tę całą otoczkę pełną lęku, którą sam sobie stworzyłeś, uznasz, że nie było się czego bać. Że ten potwór, tak samo jak w dzieciństwie, był tylko wytworem twojej wyobraźni.



Bardzo dziękuję za poświęcony czas, do następnego spotkania 😊


Komentarze